Njusy prosto z planu
14.05.2010

Mamy klip, mamy sesję! Było świetnie. Zjedzono osiemnaście zestawów od chińczyka i sześćdziesiąt kanapek, dekoracja była budowana dwa długie dni, rekwizyty kompletowaliśmy trzy tygodnie, Mariusz wykleił pięć rolek tapet, Ula zużyła pół tubki podkładu Mac, w garderobie stało dwadzieścia par butów, piosenka „Czy komuś jeszcze wstyd” została odtworzona osiemdziesiąt siedem razy, a Michał krzyknął „prrroszę, muzyka, kamera, akcja” siedemdziesiąt sześć razy – to są precyzyjne dane, wszystko osobiście policzyłam, właściwie to nie zajmowałam się niczym innym, tylko liczeniem. Specjalnie dla Was. Efekty będzie można podziwiać (!) już wkrótce. Muszę się Wam przyznać, że było gorąco ( very, very hot) – sama nie wiem, czyżbym się stała demonem seksu?
Taki żarcik. Pracowaliśmy wytrwale od świtu do nocy, całość została zarejestrowana przez niestrudzonego Tomka Kosę, który jak na dobrego reportażystę przystało, krzątał się wokół z kamerą, wyrastał niespodziewanie w najmniej odpowiednich momentach, tak więc wszystko co się działo w offie zarówno sesji zdjęciowej jak i klipu, zostało zapisane na naszych „taśmach prawdy” ku uciesze potomnych.
Wybraliśmy tytuł płyty – Ogród niespodzianek, notabene dość adekwatny do zawartości (przy okazji, piosenkę tytułową zamieściłam na myspace, ale wiem też o problemach z widzeniem tej strony przez przeglądarkę Internet Explorer i mam nadzieję jakoś temu zaradzić, w każdym razie jeśli użyjecie Mozilli, będziecie mieli szansę się z rzeczą zapoznać). Poza tym wszystkim, pojawiała się nowa osoba w naszym teamie, specjalista od PR-u, przedstawię ja wkrótce. Wszystko zatem idzie ku dobremu. Bardzo bym chciała, byście już mogli to zobaczyć, posłuchać…
