zobacz także:
Rocznik ’72
Rocznik’72
Nie liczę na fanfary.
Gdy mówią: Jest szczęśliwa.
Ja odpowiadam: Nie jest,
Czasami tylko bywa.
Przez szybę świat ogląda.
Przez sino bure smugi
Bezradne dziecko rocznik
Siedemdziesiąty drugi.
Twój poligon, twój kraj,
Twoja wyspa, twój raj
Zmienia, zmienia się stale.
I nie warto już nic.
I nie warto już nic.
Nie ma dokąd iść dalej.
Ref. Wróć, wracaj tam skądś jest.
Bo to drogi kres, oceanu brzeg, aniele mój.
Aniele, ty się o mnie martwisz.
Ty martwisz się zanadto.
Znów jasnym patrzę wzrokiem.
Nie poddam się tak łatwo.
Spójrz jak się biedak trudził,
By szczęście chwycić w ręce.
Aż upadł ze zmęczenia
I nie wstał nigdy więcej.
Naprawdę wszystko jedno
Mówię sobie: wszystko jedno.
Mówię sobie setki razy,
że naprawdę wszystko jedno,
co się jeszcze mi przydarzy.
Bo to zawsze będzie dobre.
Będę z tobą, bez ciebie.
Będę w piekle czy w niebie.
Będę neutralna.
Będę jak Szwajcaria.
Stanę ponad sobą.
Zamknę uszy, oczy.
Oddech za oddechem.
Inny punkt widzenia.
Rytm natury, cisza.
Inny stan myślenia.
Jestem miękkim woskiem,
jestem plasteliną.
To, co ze mną robią
nie jest moja winą.
Gdy próbuję jakoś
stawić temu czoła,
coś za uzdę ciągnie,
coś mnie w sercu woła.
Będę neutralna.
Będę jak Szwajcaria.
Będę szła przez życie
z podniesioną głową.
Oddech za oddechem.
Inny punkt widzenia.
Rytm natury, cisza.
Inny stan myślenia.
Mówię Wszystko jedno…
Jedynie teraz
Nie myśl tyle!
Siądź na chwilę.
Pooddychaj!
Zobacz jak powietrze drży.
Jesteś pyłkiem
w nadprzestrzeni
zawieszonym.
Spójrz poza wymiary trzy.
Ref. Nie walcz ze sobą, nawet, gdy toniesz.
Poczuj ciszy autonomię.
Nic nie jest ważne. Śpiewam jeszcze raz.
Liczy się jedynie teraz.
Nie walcz ze sobą, nawet, gdy toniesz.
Poczuj ciszy autonomię.
Nic nie jest ważne. Śpiewam jeszcze raz.
Liczy się jedynie teraz.
Zmień na prostą
równoległą
sinusoidę,
która ciągle zwodzi cię.
Trzymaj dystans.
Zwolnij kroku.
Słuchaj głosu,
sobie przyglądając się.
Zmień sinusoidę na prostą, na prostą równoległą.
Bo w tym wu wei jest sedno. A reszta wszystko jedno.
Nie przepraszaj za wczoraj
Balsamem moim bądź.
Przy świecach ze mną siądź
i przy kadzidełkach.
Cynamonowy dzban
Postawię, żeby nam
ogrzał chłodne serca.
A ty poczytasz mi Rilkiego.
Zza mgły blady księżyc wejdzie w nów.
Ref. Nie przepraszaj za wczoraj.
Wczoraj było, minęło.
Dalej idź, nie grzesz już,
A gdy znowu zgrzeszysz, cóż…
Da capo al fine
Balsamem moim bądź.
Do stołu ze mną siądź.
Choć ta chwila zginie,
to jednak teraz trwa.
Muśnięta struna drga.
Dźwięk łagodny płynie.
A ty zachwycasz się risottem.
A my, mamy miły dokąd iść.
Za darmo nic
Kochankowie już nie płyną na Madagaskar.
Mej powieści setna kartka nie zapisana.
Ref. Ta chwila, ten moment.
Ta myśl, że nie wszystko stracone.
Choć ciebie straciłam,
przypływu mnie fala nie zmyła.
Puk, puk – pukam się w głowę.
Nie przychodzisz tu na gotowe.
Za darmo nie ma niczego.
Pora sobie zdać sprawę z tego.
Ta chwila, ten moment.
Ta myśl, ze nie wszystko stracone.
Madagaskar mgła okryła wełnianą kołdrą.
Mej powieści setna kartka łzami zalana.
Ref. Ta chwila, ten moment.
Ta myśl, ze nie wszystko stracone.
Choć ciebie straciłam,
przypływu mnie fala nie zmyła.
Puk, puk – pukam się w głowę.
Nie przychodzisz tu na gotowe.
Za darmo nie ma niczego.
Pora sobie zdać sprawę z tego
Nic za darmo…
Szczęśliwi wczoraj
Zapakuj rzeczy w pudła i
za próg je wyrzuć miła!
Staw temu czoło, zamknij drzwi!
Niech cię nie zmusi żadna siła,
by szukać wśród rozpaczy chwil
uśpionych w fotografii.
Ty przecież wiesz, ty dobrze wiesz,
że zdziałać cuda czas potrafi.
Ref. A niejedna chciałaby
poczuć to, co czułaś ty.
Jednak los okrutnie kpi.
Szczęśliwi wczoraj, dziś,
dziś przeklinają swe dni.
Czy jeszcze warto kochać-
- niedługo się przekonasz.
Pewnie spotkasz kogoś, kto
tak czule weźmie cię w ramiona,
że, gdy niespodziewanie znów
przebite strzałą serce
na szybie się pojawi, ty
je zetrzesz, by już nigdy więcej
nie powróciła tamta miłość…
Konfrontacja: izolacja.
Nie umiem patrzeć na nią inaczej niż przez pryzmat tego, co już było,
co mnie powaliło ciosem Mike`a Tysona, w twardą ziemię wbiło.
A zatem mamy to, na co pracujemy i nie uciekniemy
od tego wyroku dopóki żyjemy.
I mogłabym jeszcze wiele mówić na ten temat.
Ale tematu już nie ma, bo tamtej mnie też nie ma, nie ma, nie ma…
Słowa, słowa jak te czeki, czeki bez pokrycia.
Pojęć dewaluacja. Akcja
wymusza mą reakcję: spieszną ewakuację.
Oddział reanimacja. Spacja.
F.Y.
Ref. Te dwie literki, wirtualny cios,
Nie, nie są skrótem od „forever yours”.
Zabierają mi mego mężczyznę.
Zabierają coś, co się mi słusznie należy.
Z rąk wydzierają.
Zabierają mi moje pieniądze.
Zabierają coś, co się mi słusznie należy.
Z rąk wydzierają.
Idea czysta, idea mglista.
Łap póki się da.
Wystarczy iskra i bańka pryska.
Pełnia sięga dna.
Nie ma dobrego ani jednego.
W świadomości trwa.
Człowiek pomnikiem i niewolnikiem
nienawiści…
Ref. Te dwie literki, wirtualny cios,
Nie, nie są skrótem od „forever yours”.
Zabierają mi moją urodę.
Zabierają mi moją młodość.
Zabierają mi moje życie.
Zabierają mi nawet moje niebo.
Zabierają mi moje życie.
Zabierają mi moje niebo.
Nawet niebo mi zabierają.
W piekle mnie zostawiają.
Chusteczka z inicjałem
Na ganku siadł.
Przygarbił się,
pociągnął z buteleczki.
Wzruszony ciut,
uronił łzę
w koronkę chusteczki.
Chusteczki z inicjałem.
Najdroższym w świecie całym.
Ref. Biły serca Państwa Luang.
Dusza z duszą. Jin i Jang.
Jeden raz kochać tak,
choć jeden,
jak kostką rzucić siedem.
Pamięta ją.
Zwinna dłoń
kreśli na cienkim płótnie
smoki, tygrysy,
kwiaty lotosu
cierpliwie i przecudnie.
Chusteczka z inicjałem
najdroższym w świecie całym.
Fair
Chciałam być fair.
Zmierzyć się na trzeźwo muszę
z tym, co dręczy moją duszę.
Jak przyciasny but uwiera.
Zmierzyć się z tym muszę teraz.
To nie jest fair, to nie jest fair.
Ja tam nic nie wiem.
Gadaj co chcesz, możesz być fair
dopiero w niebie.
Ref. Nie mów mi, żebym była fair.
Nie mów mi, bo nie będę fair.
Życie me chwytam w ręce swe.
Spójrz, rozwijam białe skrzydła.
Nie mów mi, żebym była fair.
Nie mów mi, bo nie będę fair.
Przyjacielu wstawaj, a nie leż!
Wszystko to jest wielka bitwa.
Mila w przód, do tyłu dwie.
Mila w tył, do przodu dwie.
I tak poruszając się,
w punkcie zero ciągle tkwię.
Lady Harriet
Lady, lady Harriet
wstała lewą nogą.
Lady, lady Harriet
siedzi osowiała
na aksamitach
z espresso w dłoni.
Gipsy, gipsy woman
zaglądając w fusy
łypie chciwym okiem
na portfelik Diora.
Pożyje pani! – cygani.
Ref. Mylisz się ma droga, wielce mylisz się.
Ja umarłam dawno usłyszawszy, że
John prawdziwie kocha, kocha miliony me.
Widzisz funta kłaków warte przepowiednie twe.
Zabrzmią arie, odkręca gaz Lady Harriet.
Lady, lady Harriet
wiozą na sygnale.
Siwy pastor ściska
w dłoniach blade palce.
Bóg nie wzywał cię, jeszcze nie.
Ref. Mylisz się mój drogi, wielce mylisz się.
Bóg mnie wezwał dawno, gdy usłyszał, że
John prawdziwie kocha, kocha miliony me.
Widzisz funta kłaków warte modlitwy twe.
Nie ty jedna Harriet.
To klasyka Harriet.
Szkopuł, by ze złego
wysnuć coś dobrego.
Hulamy
Ref.
Hulamy, polej wina!
Polej miły wina!
Daj się poprzeglądać
w oczu twych bursztynach.
Hulamy, polej miły!
Biją w wodę wiosła.
Przeznaczenie me!
Całam w ciebie wrosła.
Bądźże mym panaceum!
Ową sławną miksturą.
Odmierzoną na prędce,
wymuszoną torturą.
I trzymaną pod kluczem
w dusznej, stęchłej piwnicy.
Przywróćże mnie do życia.
Bo psychodelicy…
Oni znają fortele.
Oni wiedzą za wiele.
Oni zawsze zmęczeni, udręczeni.
Oni ciągle nad ziemią, nie na ziemi.
Gdy dokoła szampańska huczy fiesta,
siedzi taka i na nic się nie zda.
Taki owoc, co zwiędłe ma liście.
Pozbawione soku kiście.
