Wywiad na www.fabiański.com.pl XI.2005
29.11.2005Publikacja internetowa
Zródło: www.fabianski.com.pl
Tytuł: Adam Dobrzyński rozmawia z Patrycją Kosiarkiewicz
Adam Dobrzyński: Wróćmy do historii. Mamy rok 1998. Ukazuje się drugi album, odnosisz sukcesy, nagrywasz duet z Kasią Nosowską, produkcją Twojej płyty zajął się sam Wojciech Waglewski a zaraz potem znikasz. Co przez ten czas porabiałaś?Patrycja Kosiarkiewicz: Może nie do końca tak było. Po wydaniu albumu „Kim więc jestem” jeszcze przez dwa lata zajmowałam się jego promocją. Potem zaczęłam zastanawiać się, co chcę robić z moim życiem, czy to jest na pewno droga jaką chcę podążać, czy może powinnam zająć się czymś innym. Stanęłam gdzieś na drugim planie i zaczęłam pracę z innymi wykonawcami (m.in. Wyprodukowałam taneczny album Jagody). Znikając z mediów, nie zniknęłam z branży. A poza tym byłam przecież obecna duszą! Dwa single z mojej pierwszej płyty: „Radosny” i „Jak ja wierzę” weszły na stałe na playlisty w wielu rozgłośniach radiowych i w dalszym ciągu pozwalają wielu słuchaczom miło zacząć dzień (najczęściej grane są o poranku). Jest to dla mnie wielkie wyróżnienie, ale i znak, że kompozycje te, w jakiś sposób oparły się biegowi czasu.
AD: Ja jednak uparcie będę drążył ten temat, powiedz mi proszę, dlaczego w kulminacyjnym momencie właśnie taką decyzję podjęłaś?
Patrycja Kosiarkiewicz: Powiem Ci szczerze, że po paru tygodniach intensywnej pracy nad promocją „Rocznika ’72″ przypomniałam sobie, dlaczego niegdyś chciałam rzucić to wszystko w diabły. Wiesz, to jest zawód i zajęcie dla ludzi, którzy mają „twarde serce”, ja je mam – i chyba dobrze – miękkie. A znasz to przysłowie? Jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę lub ewentualnie gacie kolczaste. Myślę, że przez ten czas nauczyłam się bardzo wiele, oswajam swoją nadwrażliwość i zaczynam iść do przodu, uczę się siebie, nie podchodzę do życia tak śmiertelnie poważnie.
AD: Zajmijmy się zatem Twoim najnowszym krążkiem. Jak wyglądał proces tworzenia albumu „Rocznik ’72″.
Patrycja Kosiarkiewicz: Piosenki, które znaleźć można na płycie pisałam przez wiele lat. Zebrałam przez ten czas naprawdę bogatą kolekcję próbek, melodii, wszystko nagrane na dyktafonach i zarchiwizowane na taśmach – bo nie zapisuję tego w nutach. Z zespołem oczywiście nagraliśmy demo, ale okazało się, że to nie było to. Na wszystko przychodzi pora, i tak było również w tym przypadku. Wraz z Pawłem Skorupką, który jest bardzo ciepłym i przemiłym człowiekiem, zabraliśmy się do pracy jakieś półtora roku temu. Bez napięć i pośpiechu, „szyliśmy” nowy album. Zresztą nie pierwszy raz pracowaliśmy razem. Miałam też kilka innych koncepcji współpracy, m.in. z Bogdanem Kondrackim ale on jest niezwykle zapracowanym człowiekiem, termin jaki mi podał był zbyt odległy… Tak więc zgadaliśmy się z Pawłem i od momentu rozpoczęcia współpracy do skończenia jej owym materiałem, minął ponad rok. Ja przynosiłam mu jakieś fragmenty utworów, refreny, nagrywaliśmy to a capella, on do tego dorabiał aranże, potem przychodził czas pisania tekstów.. Tak wyglądała nasza praca twórcza. Zresztą zawsze tak pracuję. Najpierw melodia, potem instrumentacja, na koniec tekst. Nigdy nie układałam melodii do gotowego tekstu.
AD: Opowiedz coś o Twoich nowych kompozycjach, tym bardziej, że na kanwie poszczególnych numerów masz już podobno napisane większe całości, opowiadania, które mają wypełnić Twoją książkę…?
Patrycja Kosiarkiewicz: Każdy z utworów na mojej płycie ma swój odpowiednik literacki – opowiadanie, które ma w inny sposób wyrazić inspiracje tekstu.. Funkcjonuje to wszystko na mojej stronie internetowej www.patrycja.pl. Jest tych opowiadań bodaj osiem i lada moment pojawią się następne trzy. Moja strona to moje oczko w głowie. Różni się od stron innych artystów. Strony zwykle podają garść informacji, zawierają galerię zdjęć i informacje o działalności koncertowej często miesiącami nie aktualizowane.
AD: Twoja jest z jednej strony informacyjna ale z drugiej pełni formę takiego mini-blogu, z zapiskami wewnętrznych przeżyć, jakimiś Twoimi refleksjami, informacjami co np. robiłaś czwartego listopada, prawda?
Patrycja Kosiarkiewicz: Tak, dokładnie. Jej atutem, myślę, jest to, że staram się ją bardzo systematycznie uzupełniać. Mam wrażenie, że moja bezpośredniość i nie ukrywajmy – zaangażowanie podobają się moim słuchaczom, ludziom kompatybilnym z moim poziomem wrażliwo-ści. Przyznaję, że pisanie sprawia mi dużą frajdę. Może się więc zdarzyć, że moje felietoniki i opowiadania będą zalążkiem jakieś większej formy. Kto to może wiedzieć jakie nowe zadania życie mi przyniesie?
AD: Utwór „Fair”, po przesłuchaniu płyty wydał mi się najbardziej ładnym, ułożonym utworem. Z jednej strony ma klimaty etno- co słychać w chórkach a zaraz potem słyszymy wyliczankę „uno, duos, tres”- świadectwo muzyki latino…
Patrycja Kosiarkiewicz: Na tym albumie zawarłam wiele moich inspiracji muzycznych. Tym czego słucham, chcę się podzielić z innymi. Jest trochę popu, choć nie koniecznie spod znaku Britney Spears, jest trochę „umiarkowanej awangardy”. Uwielbiam np. Manu Chao, jego żarliwość, zaangażowanie, poruszanie się w obrębie wlelokulturowych „ludowizn” i pełen spontan jego płyt. Kocham jego twórczość i to „uno, duos, tres” to taki jego klimat. Ale to tylko jeden z moich kierunków: takie etniczne, nieco rockowe granie.
AD: Gdy powracają wielcy jak teraz Kate Bush czy A-HA, artyści ci realizują koncepcję grania, którą rozpoczęli jakiś czas temu. Weźmy nawet ostatni wydany po dziesięcioletniej przerwie krążek Stevie Wondera. Tymczasem u Ciebie nie ma takiej kontynuacji. Była współpraca z Wojtkiem Waglewskim, muzyka była niezwykle podobna do tej, którą tworzy Voo Voo, pojawiły się też fascynacje The Crandberries. A nowy materiał jest całkiem inny. Pozostaje jedna część wspólna, Twoje charakterystyczne – jak mówisz – etno przyśpiewki oraz zabawy z wokalem. To w zasadzie taki Twój znak rozpoznawczy.
Patrycja Kosiarkiewicz: Rzeczywiście ta płyta jest nieco inna. Ale inna pod względem swojej formy, natomiast mam nadzieję treść- czyli przekaz pozostał taki jak niegdyś. Zawsze piszę z serca. Ubiera się to potem w przeróżne aranżacje, wykorzystuje loopy, sample, „bajery” – przez co pojawia się inna jakość. Sama obecność Pawła (Skorupki- przyp. AD)- młodego aranżera – który na co dzień słucha zupełnie innych rzeczy niż ja, musiała zaowocować zmianą. Zmianą strategiczną, przemyślanym konceptem, którego założeniem było ułatwić mi powrót na rynek, przypomnieć moją osobę. Teraz chcę grać i wyzwolić z muzyki jej jak najprawdziwsze i najpiękniejsze cechy. Zobaczymy co przyniesie przyszłość.
AD: Z jednej strony smooth jazz, potem lekka bossa nova, śpiewasz momentami w duchu Anny Marii Jopek ale w wielu kompozycjach wokal przypomina mi styl śpiewania Anji Orthodox…nie wiem czy się ze mną zgodzisz.
Patrycja Kosiarkiewicz: Wspomniane przez Ciebie wokalistki swój styl budowały zapewne na jakiś wzorcach. W muzyce -tak sądzę- nie da się niczego nowego wymyślić, można to inaczej podać, odświeżyć. Była w Sopocie kilka lat temu, taka czarnoskóra artystka Khadja Nin.
AD: Znana z przeboju „Sambolera”.
Patrycja Kosiarkiewcz: Tak, i płyta, na której jest wspomniany utwór jest dla mnie kopalnią inspiracji wokalnych. Ja nie mam w sobie soulu, nie mam takiego typowego „czarnego śpiewania”- popularnego obecnie – wszak w takim kierunku podąża bardzo wielu rodzimych wokalistów. Ja jestem Słowianką i takiej słowiańszczyzny w głosie, tej ludowizny i folkowych zaśpiewów jest we mnie mnóstwo.
AD: Tak , mamy r’n'b w „Szczęśliwych wczoraj”, jest w „F.Y.” element hip-hopowych przyśpiewek, to zarazem bardzo mocno osadzony w nurcie Garage i 2 Step song. Ale nie wiem czy zauważyłaś prawie identyczny wstęp, no może tonację niżej, w Twojej kompozycji „Hulamy”. Dla mnie to wypisz wymaluj „The lady in my life” Michaela Jacksona.
Patrycja Kosiarkiewcz: Nie. Nie kojarzę tej kompozycji, ale w eterze jest tak wiele muzyki, że często czerpiemy nieświadomie z tego wielkiego rezerwuaru, a potem okazuje się, że nasza kompozycja w czytelny sposób nawiązuje do czegoś co już było. To tylko potwierdza moją wcześniejsza tezę, że dziś trudno o oryginalność. Skoro tak mówisz, na pewno będę musiała się temu przyglądnąć. Takich podobieństw jest wiele, pamiętam też, że podobna sytuacja miała miejsce przy drugiej piosence z płyty Shakiry [ tu Patrycja zaczyna nucić] („Laundry service”- przyp. AD), melodia była łudząco podobna do utworu „Eternal flame” Bangles. Wtedy nie było mowy o plagiacie, mam nadzieję, że i tym razem, w moim przypadku nie będzie- tym bardziej, że nie zrobiłam tego w sposób zamierzony.
AD: Jak doszło do Twojej współpracy z Henrykiem Miśkiewiczem i Markiem Napiórkowskim.
Patrycja Kosiarkiewicz: Henryk Miśkiewicz przyszedł do studia Pawła Skorupki nagrać solo w utworze śpiewanym przez Panią Irenę Santor. Korzystając z okazji Paweł poprosił go by nagrał partię saksofonu do sekcji dętej, mamy takowe w dwóch utworach, a potem zaproponował mu spontaniczną solówkę. Zgodził się i w ten sposób znalazł się na płycie, choć nagrywając swoje partie nie słyszał moich wokali. Jakieś dwa tygodnie temu miałam okazję uczestniczyć w koncercie promują-cym płytę Doroty Miśkiewicz i mogłam Panu Miśkiewiczowi z serca podziękować. To wielka muzyczna osobowość i bardzo cieszy mnie jego obecność na mojej płycie. Pozostali muzycy, Marek Napiórkowski, Piotr Żaczek czy Michał Dąbrówka to znakomici sidemani, pojawiający się w bardzo wielu polskich produkcjach. Początkowo nagrywając „Rocznik’ 72″ nie zakładaliśmy udziału muzyków. Jednak żywy muzyk zawsze gra lepiej niż najwyższej nawet klasy sampler. Czujesz duszę, energię. Marek, to dobry znajomy, ciepły i życzliwy. Zechciał pomóc. Tak samo Piotr, który pojawił się w ośmiu utworach i Michał udzielający się w pięciu.
AD: Na drugiej Twojej płycie znalazły się trzy anglojęzyczne piosenki. Teraz jest moda na nagrywanie nawet całych anglojęzycznych LP a tymczasem Ty, będąc po szkole wyższej języka angielskiego z tego zrezygnowałaś. Dlaczego?
Patrycja Kosiarkiewicz: Angielski jest bardzo wdzięczny. Plastyczny, obfituje w jednozgłoskowce, które pięknie wpisują się w tekst śpiewany, szczególnie gdy melodia utworu jest karkołomna rytmicznie (to domena r’n'b). Może nagram coś po angielsku, choć przyznam się bez bicia, że moje umiejętności są mocno nadszarpnięte zębem czasu. Generalnie uważam, że polska muzyka może stać się naszym towarem eksportowym, pod warunkiem, że zawrzemy w niej naszą słowiańską duszę, a nie będziemy kalkować to co Murzyni i tak zrobią lepiej. Nie myśl, że nie poważam wokalistów śpiewających „czarno”. To wielki talent i radość słuchania, ale pewnie małe prawdopodobieństwo kariery międzynarodowej.
AD: W utworach na nowej płycie jest sporo wyczuwalnej prywatności, którą delikatnie sprzedajesz słuchaczowi. Ale są też utwory nie do końca w sposób oczywisty to obrazujące. Kim jest „Lady Harriet” tytułowa postać tejże kompozycji?
Patrycja Kosiarkiewicz: Lady Harriet to wymysł mego umysłu. Postać rodem z Harlekina: bogata- a więc sam rozumiesz, że nie jestem pierwowzorem- i zakochana w niewłaściwym mężczyźnie, który z kolei kocha jej bogactwo. Zawsze jest tak, że autor pisząc jakąś historię opiera się na swoich przeżyciach, doświadczeniach, pewnych obserwacjach, czemu daje potem upust. Tak samo jest z parą Chińczyków, państwem Luang, których wymyśliłam (kompozycja „Chusteczka z inicjałem” przyp. AD). Ona umarła, on pozostał i żyje miłością do niej i wspomnieniami o niej. Dla odmiany „F.Y.” to cała prawda o związkach. W wielkich uniesieniach zaczynają się od słów „forever yours” a kończą zazwyczaj na”fuck you”. Oto prawda o życiu, obserwowana moimi oczami, mój muzyczny komentarz.
AD: A, który z tych jedenastu utworów, jest najbliższy Tobie, który po latach na koncertach będziesz zaznaczała, „oto mój faworyt z płyty…”
Patrycja Kosiarkiewicz: Myślę, że „Rocznik ’72″. Utwór najbliższy memu sercu. Piosenkę napisałam 4 lata temu, pierwotnie z innym tekstem, który napisał się sam jeszcze raz od początku, po prostu dojrzał. Tytuł też był inny. A potem wiedziona nagłym przebłyskiem geniuszu (śmiech!) pomyślałam czemu nie zatytułować go „Rocznik’72″, ba, czemu nie zatytułować tak całej płyty? Trafność wyboru potwierdził niedawno a jakże – znający się na tym wspaniale – Michał Wiśniewski. Bardzo kocham aranżację tej piosenki. Trafiona w sedno! Dla mnie prześlicznie staromodna i żywa. Są tam przedziwne folkowe wokale, nie zawsze znajdujące uznanie w środowisku muzycznym. Albo się podoba, albo konsternacja. Odważyłam się na monodeklamację w „Szczęśliwych wczoraj”. I znowu jedni zachwyceni, inni zniesmaczeni. Pogodziłam się z tym, że nie będę się podobać wszystkim, od tego są agencje towarzyskie, jak powiedział Yaro a ja pod tym jego stwierdzeniem podpisuję się obiema rękami, nogami etc.
AD: Biorąc pod uwagę tę różnorodność muzyczną , z której obecnością się ze mną zgadzasz, uwierz – trudno mi jest Ciebie zaszufladkować. To w takim razie, pod jaką kategorią, pod jakim gatunkiem muzycznym, należałoby ustawić Twój nowy album na półce w sklepie muzycznym?
Patrycja Kosiarkiewicz: Pop music. Po pierwsze dobre kompozycje, ładne melodie- na które zawsze stawiam, po drugie teksty z przesła-niem, po trzecie duża różnorodność stylistyczna, brzmieniowa płyty- to jej taki znak rozpoznawczy a zarazem realizacja nurtu pop. „Jedynie teraz”- klubowy klimat i świetna trąbka Roberta Majewskiego, elementy etniczne w tym wspominanym przez ciebie „Fair”, potem sampler fletu w ” Nie przepraszaj za wczoraj”, trochę smaczków bossa novy w „Chusteczce z inicjałem” ale i elementów r’n'b w „Szczęśliwi wczoraj”, obecność brzmień lat siedemdziesiątych – „Za darmo nic”, „Wszystko jedno”, a w „połamanym” „F.Y.”- jak powiedziałeś coś z Craiga Davida, za którego miękkim śpiewaniem przepadam.
AD: Znów powracam do ostatniej wydanej siedem la temu płyty „Kim więc jestem”. Na tamtym krążku była także taka piosenka tytułowa. Kim jest Patrycja Kosiarkiewicz w 2005 roku?
Patrycja Kosiarkiewicz: (śmiech) jestem osobą poszukującą, poszukującą siebie, swojego miejsca. Ostatnie parę lat dało mi wiele lekcji, także śpiewu u Tadeusza Konadora, u którego nadal szlifuję swój wokal. Czasem jestem zwarta i zacytuję się: „prąca ostro jak brzytwą przez taflę sukcesu”, czasem „rozmemłana” życiowo, niczym rozbitek na wraku okrętu, niezdecydowana i płaczliwa. Ta zmienność i nadwrażliwość to typowe cechy mojego charakteru ale to być może wypełnia świetnie mój znak zodiaku, wszak jestem rakiem.
AD: Boisz się krytyki?
Patrycja Kosiarkiewicz: Nie. Krytyka powinna być konstruktywna, życzliwa. Powinna dać napęd do lepszego działania. Kloaka jaką są często (nie twierdzę, ze zawsze) fora internetowe, obrazuje pewną rzeczywistość, w której żyjemy. Frustrację, niechęć do bliźnich, brak wrażliwości na drugiego człowieka. Zresztą negacja to nasza narodowa wada. Wiesz, czasem człowiek pracując długo nad płytą, zatraca umiejętność obiektywnego osądu. Gdybym mogła raz jeszcze nagrać moje płyty, zrobiłabym to na pewno inaczej. Ale też jest wiele osób, które tamte dokonania bardzo wysoko cenią. Trzeba więc znaleźć złoty środek, słuchać opinii i wyciągać wnioski. Jeśli ktoś mi mówi o transakcentacji, muszę ją wyeliminować. Ale jeśli ktoś twierdzi, że jestem brzydka, gruba i kostropata, to trudno, musisz znaleźć taką osobę, która ci będzie odpowiadać. Przecież nie zrobię sobie operacji plastycznej na tę okoliczność.
AD: Jaki to jest smalec wegetariański?
Patrycja Kosiarkiewicz: A widzisz, bardzo go polecam bo robi się go niezwykle prosto. Ostatnio serwowałam go naszym przyjaciołom z Karkonoszy, którzy byli bardzo ciekawi jak smakuje smalec bez smalcu. Smażysz troszeczkę cebulki, dodajesz grzybków prawdziwych, pokrojonych i najlepiej wymoczonych, do tego pokrojonych w kosteczkę jabłek, śliweczek suszonych, sojowego granulatu, takiego z którego robimy kotlety – namoczyć go trzeba zgodnie z przepisem podanym na opakowaniu, wszystko to smażymy na plancie, takim tłuszczu roślinnym. Do smaku dodajemy oczywiście sól, pieprz i bardzo ważne (!) majeranek. Wszystko to pichcimy, pichcimy a potem odstawiamy. Nie uwierzyłbyś, że to smalec wegetariański. Smakuje nawet lepiej niż ten smażony na słoninie. Dość ciężkostrawne danie, więc nie polecam zbyt często, jednak na specjalne okazje – czemu nie?
AD: O tym smalcu wyczytałem na Twojej stronie, podobnie jak o tym, że zdarza Ci się przypalić potrawy. Aż tak źle gotujesz?
Patrycja Kosiarkiewicz: Nie, to się tylko zdarza, to jest a propos marnotrawienia czasu, wiesz, ja gotuję, coś przymierzam, oglądam a tam kipi. Nie, ogólnie bardzo lubię gotować. Nie wiem czy umiem ale lubię i robię to z wielką miłością, tak więc konsumpcja moich dań wielu osobom sprawia przyjemność.
AD: Na koniec przeprowadźmy popularny ostatnio krótki teścik:
AD: Nie lubię…
Patrycja Kosiarkiewicz: zawsze chciałam być elokwentna a ty mnie zaskoczyłeś, nie lubię tak szybko ……….. wiem czego nie lubię – chałwy.
AD: Podoba mi się…
Patrycja Kosiarkiewicz: George Clooney
AD: Cenię u ludzi…
Patrycja Kosiarkiewicz: altruizm, elokwencję i bystrość umysłu
AD: Największa wpadka…
Patrycja Kosiarkiewicz: Pamiętam, że kilka było. Wiele lat temu zaśpiewałam bardzo koszmarny, nieczysty wokalnie koncert, ale to było bardzo dawno temu, jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu. Bo my zaczynaliśmy od prób w domach kultury. Przeszliśmy taką drogę jak większość młodych adeptów showbiznesu.
AD: Chciałabym nagrać cover…
Patrycja Kosiarkiewicz: Przygotowaliśmy do koncertowych wykonań dwa numery. Jeden to „Mr. Bobby” Manu Chao a drugi, który bardzo kocham i śpiewam chyba ze dwa, trzy lata to „I don’t know” utwór otwierający wspólny album Noa i Pata Metheny’ego (album „Noa” wydany w marcu 1994 roku- przyp. AD). Świetny trening wokalny, który polecam młodym śpiewakom. Ja to śpiewam sobie a capella, sąsiedzi nie protestują, czyli , że pewnie jest dobrze. Poza tym już kiedyś nagraliśmy cover Lecha Janerki „Jezu jak się cieszę” i nieskromnie podkreślę, iż jestem z niego bardzo dumna. Udana wersja.
AD: Chciałabym nagrać duet z…
Patrycja Kosiarkiewicz: Piaskiem
AD: Jestem wierząca?…
Patrycja Kosiarkiewicz: Chciałabym kiedyś zasłużyć na miano prawdziwej chrześcijanki, która w swoim życiu realizuje bezwarunkową miłość bliźniego.
AD: Ostatnie pytanie, kiedy trasa koncertowa?
Patrycja Kosiarkiewicz: Wraz z moim nowym zespołem, pracujemy nad koncertowym repertuarem, szykujemy materiał i przygotowujemy się do pierwszego promocyjnego występu, który chcemy powiązać z wydaniem naszego drugiego singla. A ten nadal jest niewybrany. Zapraszam na swoją stronę www.patrycja.pl i dzielenie z nami trudu wyboru. Przygotowaliśmy specjalną ankietę i nagrody oczywiście.
AD: Dzięki za rozmowę.
Tagi: w internecie
